Indonezja – Bali i Sumba

Nasze pierwsze podróże odbywały się w zupełnie innym świecie. Świecie, gdzie można było tylko marzyć o trzymaniu paszportu w szufladzie biurka, gdzie walka o wizy przypominała powstanie warszawskie, gdzie listy odbierało się na poste restante (a nie na iPhonie) i gdzie do Indii można było dojechać za 30 dolarów.

W ciągu tych lat świat się niesamowicie zmienił.

Kiedyś bycie w podroży oznaczało bycie poza światem. Nigdzie nie mieliśmy zasięgu, bo nie mieliśmy nic, co mogłoby mieć zasięg, a miejsc, do których docieraliśmy nigdy przedtem nie oglądaliśmy w internecie lub w jednym z tysięcy kanałów telewizyjnych. Czuliśmy się więc jak pierwsi odkrywcy, którzy podróżują do krainy, gdzie po niebie latają smoki i gdzie żyją ludzie z głowami psów. Dla nas świat miał wtedy więcej białych plam.

Teraz możemy wszystko wygooglować. Prawie wszędzie już ktoś był.

A może jednak nie?

Może da się jeszcze jeździć tak, jak kiedyś, jak w czasach, gdy ziemia była jeszcze płaska?

Asia, Edi i Mateo Pyrek